źródło zdjęcia: www.empik.com
Tytuł: "Zielona mila"
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 416
Postanowiłem niedawno zaznajomić się z klasyką. Moja przygoda z książkami trwa już dość długo, jednak na nadrobienie wszystkich tytułów "must read" i tak jest ona zbyt krótka. I, tak jak chyba większość, myślałem, że nie będę nią specjalnie zainteresowany, skoro obejrzałem już film. Och, jak bardzo się pomyliłem...
Nie będę kłamać - czytając, widziałem w bohaterach aktorów występujących w adaptacji, może pomieszczenia miały podobny wygląd, jednak przekonałem się, że świat wyobraźni nie jest ograniczony. Na ponad 400 stronach powieści zżyłem się z bohaterami tak bardzo, że aż sam byłem na siebie zły, że nie potrafię szybciej czytać.
Charaktery bohaterów są bardzo przeciwstawne, od bezwzględnego więźnia, który nie ma kompletnie żadnych uczuć, w którym czuć wyłącznie pustkę i szczere zło, po wielkiego Johna Coffeya, który mimo nadludzkiej siły, nie skrzywdziłby nawet muchy. Kiedy ten ostatni stawia się na na bloku E, wszyscy czują, że jest niewinny. Klamka jednak zapadła, wyrok jest przypieczętowany. W tym samym czasie Paul Edgecomb, główny strażnik bloku E, zmaga się też z innymi problemami. Dokucza mu bolesna infekcja dróg moczowych, a nowym kolegą z pracy zostaje ktoś, kto lubi tylko dokuczać i być szpilką kłującą w najwrażliwsze miejsca. Z pozoru nie dzieje się nic wielkiego, brak tutaj wyraźnego momentu kulminacyjnego. Książka zawiera jednak tak wspaniałą wędrówkę przez emocje przeżywane przez bohaterów, że nie sposób jej nie polubić, a przeczytać ją powinien każdy.
Dodam jeszcze, że powieść była pisana przez Kinga w 6 odcinkach. Czy wyobrażacie sobie jak ciężkie jest pisanie, kiedy gonią nas terminy? A Królowi udało się to w tak doskonały sposób, tworząc ponadczasowe dzieło. Polecam.
Ocena: 9/10.
